35- Marzena i Maurycy Śmierzchalscy czyli o sztuce wyboru, kadrach i emocjach w fotografii.

Moi goście mają wspólną pracę i pasję. Prowadzą studium fotografii, fotografują, organizują wycieczki fotograficzne. Ich dom to miejsce pracy, miejsce pracy jest domem. Praca jest życiem
a życie pracą. W ten sposób spędzili ponad dwadzieścia lat.

Jak im się to udaje? Co w fotografii jest najważniejsze a co mało istotne? Kiedy człowiek jest rzemieślnikiem a kiedy artystą? Na te i wiele pytań szukamy odpowiedzi.

 

Frames studium fotografii znajdziecie o tu.

Instagramowe konto o tu:

https://www.instagram.com/p/BnWq1DWnaso/?hl=en&taken-by=maurycysmierzchalski

Dla tych którzy szalenie nie lubią słuchać a chcieliby się dowiedzieć więcej, przygotowałam transkrypcję podcastu.

 

Zazwyczaj spotykam się z ludźmi których znam dosyć dobrze a was spotkałam całkiem niedawno, podczas półkolonii dla dzieci i młodzieży, które organizujecie. Moje dziecko brało w nich udział i od tego czasu jest aktywną instagramerką. Ostatnio dużo rozmawiałam z programistami i filozofami a teraz wracam do artystów, bo obydwoje jesteście fotografami… Dobrze mówię?

Maurycy: Tak, zajmujemy się fotografią.

Jak jest różnica między osobą, która zajmuje się fotografią, fotografem a fotografikiem?

Maurycy: Fotografia to stare określenie jeszcze z okresu przed reformą, aktualnie już nie funkcjonuje i nie ma go w relacjach codziennych. Fotografik był artystą natomiast fotograf był zawodowym rzemieślnikiem. W tej chwili tego podziału nie ma i staram się nie używać tego określenia.

Marzena, zgadzasz się z takim podejściem? Widzisz to inaczej?

Marzena: Fotograf to jest bardzo dobre określenie, bo czy ktoś się zajmuje rzemiosłem, i tu warto zapytać czym tak naprawdę jest rzemiosło, to ciągle trzyma w ręce aparat, patrzy przez aparat. Zgadzam się, że fotograf to dobre określenie.

Spotkaliśmy się w trójkę, ponieważ razem prowadzicie studium fotografii, jest to dość nowy projekt z 2012 roku. Razem uczycie fotografii dorosłych i dzieci. Chciałam przy tej okazji zapytać jak to jest prowadzić firmę jako małżeństwo.

Marzena: Bardzo dobrze, pomimo tego ze jesteśmy razem dwadzieścia cztery na dobę i siedem dni w tygodniu, w wakacje, i podczas urlopu. Jesteśmy jednak już tyle lat po ślubie, że to wszytko bardzo dobrze funkcjonuje.

Wasze studium i studio mieści się w domu, mieszacie przestrzeń domową z przestrzenią potrzebną do pracy. W dobie mody na work life balance jak to się sprawdza?

Maurycy: Ponieważ fotografia w stu trzydziestu procentach wypełnia nasze życie, całą dobę, tygodnie i lata doszliśmy do wniosku, że nie możemy mieć osobno szkoły czy studia. To wszytko powinno się trochę zazębiać wiec przyjęliśmy metodę, w której wszytko jest pobliżu nas. I tak większość czasu dotykamy sprzętu fotograficznego, rozmawiamy z ludźmi, którzy uprawiają fotografie czy to ze studentami, czy absolwentami. Założyliśmy szkołę za sprawą lat doświadczeń.

Przychodzą takie momenty, kiedy macie już dosyć aparatów i wszystkiego, co z tym związane? Jedziecie na wakacje nie robiąc zdjęć i odpoczywają od tego.

Marzena: Ja powiem szczerze, że mi się czasem to zdarza, ale Maurycemu absolutnie nie.

On nie egzystuje bez aparatu i stąd się bierze jego słynne powiedzenie „ Najlepszy aparat to taki który zawsze ma się przy sobie”. Czy idziemy z psem na spacer, czy to nad morze, czy do lasu zawsze ma w reku aparat i robi zdjęcia. Jeśli jesteśmy na urlopie — tak samo. Ja podchodzę do zdjęć bardzo emocjonalnie, kiedy coś czuję koniecznie chciałabym to pokazać. Maurycy jest obserwatorem bez przerwy. Aparat ma zawsze przyklejony do ręki.

Maurycy: Muszę jeszcze dodać kilka zdań o dźwięku. Dźwięk migawki jest dla mnie szalenie ważny. Muszę słyszeć spust.

Interesujące są te wasze dwa spojrzenia na fotografię. Pojęcie fotografii jest dość ogólne, dzieli się na wiele kategorii dlatego chciałabym wiedzieć jakim rodzajem zajmujecie się teraz. Chodzenie z aparatem to raczej taka fotografia reporterska.

Maurycy: Street foto, podglądanie sytuacji, chociaż w obecnej dobie, gdy RODO szalej twórcy streetowi się nieco zatrzymali, bo boja się publikować twarze. Jeśli chodzi o dziedzinę fotografii, w której my pracujemy to raduje nas wszytko co uda nam się zatrzymać jako chwile. W edukacji staramy się przekazać wiedzę w sposób bardzo ogólny, ponieważ często pracujemy z ludźmi, którzy dopiero zaczynają. Chociaż żyjemy w czasach kiedy mamy w Polsce tyle aparatów co ludzi wiec i 37 milionów fotografów, to jeśli sposób myślenia o fotografii jest on bardzo masowy i popularny a staramy się trochę odwrócić sytuację i znaleźć osoby, które chcą znaleźć cos więcej niż robienie sobie selfie.

Wiec co możemy znaleźć? Wiele osób nie odnajduje się w fotografii streetowej, bo w niej musimy być nieco aroganccy, podchodzimy agresywnie do drugiego człowieka. Polujemy na niego, wtedy kiedy wygląda interesująco, a nie zawsze korzystnie. Nie wszyscy będą się czuli w tym dobrze. Ja lubię robić takie zdjęcia za granicą, bo nawet jeśli ktoś na mnie nakrzyczy mogę udawać, że nie rozumiem, o co chodzi. Ludzie też mają prawo nie chcieć być fotografowanymi i nie muszą rozumieć, że dla mnie są na przykład jedynie elementem kompozycji.

Maurycy: Jeśli chodzi o ulicę i o to, co możemy a czego nie możemy. Jest kilka sposobów, chwytów w fotografii ulicznej. Jeśli coś wyemitujemy to ryzykujemy, a jeśli nie wyemitujemy mamy to dla siebie…Jeśli się ugadamy, że skasujemy czyjeś zdjęcie na jego oczach, przy czym zostawimy sobie kolejne pięć, o czym on nie wie to jest też dreszczyk emocji. Potem zastanawiamy się, czy publikować, czy nie i te zabawy powodują, że doświadczamy. Mam kilka takich przypadków, kiedy czekałem ze zdjęciem piec czy siedem lat i dopiero teraz zdecydowałem, że mogę to opublikować. Nic się nie stało. Jest kilak pomysłów, w jakim kierunku można z tą fotografią się udać. Może być fotografia portretowa, koncepcyjna, usługowa. Dlatego wracam do tego, jak my uczymy. Jak fotografować, a nie o fotografii. Odkrywamy, w którego człowieku uczymy jakieś jego symptomy i kierunki, a to nam sugeruje, w jakim kierunku moglibyśmy pchnąć tę osobę. Największym problemem osób stojącym przed wyborem co mogę robić w fotografii jest to, że oni nie potrafią wybrać z własnych zdjęć co jest dobre. To jest wszystko sztuka wyboru. Druga część tej części edukacyjnej na tym właśnie polega. Niektóre osoby nie rozumieją, dlaczego są w szkle drugi rok. Pierwszy jest fajny, bo jest rozpędowy, bo jest guzikologia i dużo fotografowana, ale to drugi rok pcha tego człowieka w kierunku, czy on będzie portrecista, reportażysta, rzemieślnikiem. Naszą rolą jest pokazać poprzez nasze doświadczenia. Jesteśmy na tyle uniwersalnymi fotografami, którzy dotykają różnych dziedzin, może poza lataniem w kosmos i nurkowaniem, że jestem w stanie przedstawić się ze swoją twórczością tak, aby pokazać studentom że mogą zrobić śrubkę, wodę, pejzaże, samolot. To, co oni zrobią w życiu, nasza rolka jest jedynie wskazać drogę.

Chciałam więc dopytać, które z was więcej przy zdjęciach majstruje, działa w obróbce. To jest temat dość drażliwy, chociaż wydaje mi się ze w fotografii jest wiele drażliwych tematów, zaczynając od tego, kto jest prawdziwym artysta a kto podrabianiem… do tego, kiedy zaczynamy kłamać i co jest w fotografii prawdziwe i szczere?

Maurycy: Marzenia nie, Marzena pokazuje zdjęcia prosto z puszki i to jest fantastyczne, bo czasem tak powinno być i nie jest łatwo dobrze kadrować i pochwalić się zdjęciem, ale świat współczesny wygląda trochę inaczej, zawsze wyglądał inaczej jeśli chodzi i fotografie i obróbkę tę postprodukcję jak to się ładnie nazywa. Jeden z programów nazywa się w wolnym tłumaczeniu Jaśnia, kiedyś to była ciemna. To, że siedzimy w suchym pomieszczeniu przed monitorem i obrabiamy tę fotografię tak jak kiedyś obrabialiśmy. Wszystko zależy od nas. Jeśli jesteśmy ludźmi, którzy chcą pokazać obraz nieskażony „grzebaniem” zrobimy to w sposób mądry, zrobimy jaśniej i ciemniej, trochę ziarna ostrzej lub mniej. I dalej będzie się ta fotografia bronic, wyglądać szlachetnie i nikt nam nie zarzuci ze w niej grzebaliśmy. Może użyliśmy jakiegoś filtra, ale wszyscy, patrząc na fotografie będą od wrażeniem kadru, czyli formy i treści. I dodam jeszcze, że mówi się ze współczesna fotografia ma sukces, jeśli 50 do 60% w nią ingerujemy.

Zapytam jeszcze Marzeny, dlaczego u ciebie te zdjęcia są takie surowe.

Marzena: To może wynikać z tego, że moje zdjęcia są bardzo emocjonalnie przemyślane. Robie zdjęcia, kiedy bardzo dobrze czuje, że to jest ten moment ta chwila i to miejsce, to światło i ten kadr, bo to chyba on jest najważniejszy, dobre wykadrowanie. Jeśli już je pokazuje to te, które udało i się zrobić na żywo. Ja nie robie tych zdjęć wiele, w studium zajmuje się bardziej sprawami administracyjna natomiast biorę aparat do reki wtedy kiedy czuje, że chce.

Przy fotografii komercyjnej, reklamowej, studyjnej da się to zrobić w sposób naturalny bez dużego udziału obróbki?

Marzena: Myślę, że nie. Fotografia reklamowa z założenia i oczekiwań musi być perfekcyjna. Nie zawsze warunki na taka perfekcje pozwalają. chociaż jeżeli robimy w studio przy świetle, na które mamy wpływ jest to możliwe.

Maurycy: Trochę powielę Marzenie, ale przy fotografii komercyjnej klient często wywiera wpływ, dodaje kolory czy efekty specjalne. My staramy się łączyć dwa fakty historyczne, czyli stara analogowa fotografie ze współczesna cyfrowa to łatwiej nam jest zrozumieć współczesnych, ale tez sprawić, aby ta fotografia, która ukrajaliśmy kiedyś stała się bardziej modna. Czasem tak jest, że zaproponujemy fotografie która wygląda całkiem na zwykła i to chwyta.

Patrząc na sprawę w sposób biznesowy, jeśli ktoś jest w fotografii nowy i chciałby przekuć swoje hobby na biznes, który z kolei z założenia powinien przynosić dochód. Jakie są realne szanse, aby fotograf mógł się wykazać artystycznie a jak dalece będzie to seria kompromisów?

Maurycy: Rynek w Polsce jest nieco dziwny, po latach doświadczeń obserwujemy, że często nie szanuje się fotografa czy twórcy grafiki. Często wygląda to tak, że niewiele mamy do powiedzenia i jesteśmy sterowani przez producenta sesji i jedynie wykonujemy czynności jak mechanik.Staramy się jednak łamać tę zasadę wychodząc przed szereg już na etapie rozmów informujemy, że będziemy coś proponować od siebie. Jest to dość trudna sztuka, ponieważ jeszcze wiele miejsc i osób jeszcze nie dojrzało do tego i nie zostawiają wolnej woli czy to zawodowemu fotografowi, czy artyście, ponieważ to można łączyć. Rzemiosło może być sztuką. Kim tak naprawdę jest zawodowy fotograf? To jest osoba, która ma dwa aparaty, a nie jeden, aby wyciągnąć ten drugi, gdy pierwszy się zepsuje.

Marzena: Ja jeszcze może dodam, apropo naszej szkoły, podczas dwóch lat nauki stwarzamy naszym uczniom okazje do fotografowania czy to pokazów mody, czy imprez i fotografii streetowej, aby pod koniec wyszli z portfolio. Własnoręcznie przygotowanymifotografiami, które pokażą ich sposób patrzenia i umiejętności. Takie portfolio jest najlepszą wizytówką, kiedy idziemy do klienta. W ten sposób klient wie czego się może po nas spodziewać i czy nasz sposób patrzenia na świat jest dla niego odpowiedni. Wtedy może się na to zgodzić lub nie.

Pozostając, więc jeśli chodzi o portfolio, w jaki sposób je przegotować. Ma wyrażać nasz stul w stu procentach czy uniwersalne?

Maurycy: Klienci często chcą mieć fotografie, jakie sobie wyobrażają, ponieważ już takie widzieli. W erze internetu mają dostęp do wielu inspiracji. Nie jest dobrą rzeczą, kiedy ktoś coś widział i chce dokładnie tak samo. Natomiast to o czym mówisz jest właśnie naszą rolą. Aby pokazać co czujemy za sprawą fotografii. Aparat fotograficzny jest jedynie przyrządem wykonywania pracy. Wyrażanie się w każdym rodzaju fotografii, który wykonujemy jest najwyższą szkołą jazdy. Jeśli będziemy w tym dobrzy, a jest w tym kraju kilka osób, które potrafią ocenić czy ktoś jest dobry w tym, co robi, wtedy łamiemy wszelkie podstawowe zasady. nie mówimy, że zrobiliśmy zdjęcie jak ta czy inna osoba. Pracujemy na własne nazwisko i wygrywamy kontrakty, ponieważ będziemy niepowtarzalni.

Skąd mamy wiedzieć, czy to, co robimy jest fajne? Możemy wrzucać zdjęcia na instagram…

Maurycy: Instagram nie jest wykładnikiem i ilość serduszek nie stanowi oceny. Często odradzamy studentom zbieranie lajków, ponieważ to nie jest to miejsce. Przyczyn otrzymywania lajków może być wiele i nie jest to wykładnia dla tego, co robimy. Wystawy będą pomocne, zamknięte gremia, asocjacje ludzi, którzy zwiedzają świat, obserwują ważne wystawy i w sposób indywidualny się kształtują. Kursy czy szkoły fotografii są jedynie prowokacją, wskazaniem drogi, ale od nas zależy czy coś osiągniemy naturalnie, jeśli będziemy ciężko pracować.

Szkoła jest jedynie elementem waszej pracy, angażujecie się też w inne aktywności. Na przykład?

Maurycy: Warsztaty zagraniczne połączone z wędrówką. Często odwiedzamy mniej znane obszary Francji gdzie są jedynie trzy osoby na kilometr kwadratowy. Za sprawą mojej francuskiej rodziny poznaliśmy trochę obszary poza przewodnikami turystycznymi. Inne góry, inne historie niż te, które są powszechnie pokazywane.

Czytałam, że pochodzisz z rodziny artystów. Chciałam więc się dowiedzieć jak to jest wychowywać się w takim domu?

Maurycy: Mama malarka, lat fotografii, filmowiec, a także oświetleniowiec w teatrze i kinooperator jak muzyk. Wychowanie w takim domu automatycznie pewne rzeczy powoduje. Ja popsułem aparat w wieku czterech lat, a kiedy miałem dziewięć lat ojciec poprosił, abym ten aparat naprawił i tak się zaczęła moja przygoda. siłą rzeczy i pomimo moich wielu prób ucieczki od fotografii, którą byłem przez całe życie otoczony, zawsze do tego wracałem. Starałem się iść w kierunku malarstwa czy rysunku, ale jednak zostawiłem to sobie na jesień życia. Jest to nieco zbyt wolne i nudne na tym etapie.

Ucieczka od fotografii w rysunek nie wydaje się zbyt spektakularna, nie czułeś potrzeby, aby zupełnie to rzucić, nie mieć nic wspólnego z artystami i nie wiem? Zostać marynarzem?

Maurycy: Miałem, byłem też sportowcem. Chociaż mój ojciec też był. Przez piętnaście lat reprezentował kraj w kadrze narodowej. Uprawiałem tenis i biegi. Myślałem, że może uda się zerwać ze sztuką. To się jednak tez łączy. Jest w tym kraju kilka nazwisk, które łączyły sport ze sztuką. Chociażby Władysław Hasior, więc to chyba idzie w parze. Ta ucieczka była potrzebna, poszukiwanie.

Pracowałeś też przy filmach. To jest po prostu inna forma obrazu?

Maurycy: Film jest dla mnie wyższą szkołą jazdy. Chciałbym zająć się filmem, ale on wymaga kosztów i środków. Naturalnie możemy tworzyć art wideo przy ograniczonych środkach co czasem się udaje, ale większych produkcji już nie. Wracając jednak do technologi, film to jest przecież fotografia. Zdjęcia ułożone w sekwencje a sekwencje w fabułę. Jest kilka przypadków gdzie najlepsze filmy zostały stworzone przez fotografa, a nie operatora.

Przy obecnej technologii gdzie kamerę mamy w każdym aparacie czy telefonie odkorkowuje możliwość uprawiania tej dziedziny niejednemu.

O Maurycym możemy poczytać w internecie, chciałabym jednak wiedzieć skąd u ciebie Marzeno bierze się ta pasja do fotografii.

Marzena: Przede wszystkim od męża. Pochodzę z rodziny, która zupełnie nie jest artystyczna. Ja natomiast zawsze czymś musiałam się zajmować, na początku sportem, strzelectwem.

W liceum poznałam Maurycego, podczas wystawiania tworzenia przedstawień, kabaretów, sztuk. Potem poznała jego rodzinę, czyli przede wszystkim tatę Maurycego, Hipolita. On był niesamowitą osobowością. Zawsze mi siedzi w głowie jego słynne pytanie. Potrafił podejść do człowieka i się przywitać, spojrzeć mu głęboko w oczy i zapytać „Słuchaj, a ty jesteś artystą?”.

Więc nie czuję się artystką, ale przebywanie z Hipolitem i Maurycym spowodowało, że po pewnym czasie fotografia zaczęła być czymś, co jest codziennością. Zaczęłam fotografować, kiedy poleciałam na Maltę tylko z koleżanką. Maurycy wyposażył mnie w malutki aparacik, który za mnie o wszystkim decydował i zastałam tam przepiękne krajobrazy, rzeczy czy ludzi. Zaczęłam się wściekać, że aparat decyduje za m nie jak to ma wyglądać wiec po powrocie powiedziałam, że chcę dostać normalny aparat i zacząć edukacje. Tak zaczęłam fotografować. Jeździliśmy wspólnie w plenery. Zawsze niedzielne poranki to błaha wycieczka na mazury, do Kwidzynia i to był chyba pierwszy moment, kiedy uświadomiłam sobie, że każdy z nas widzi inaczej. Byliśmy w tych samych miejscach i fotografowaliśmy te same rzeczy. Fotografie pokazywały jednak dwa różne miejsca i zupełnie inne przestrzenie. Tak to się właśnie zaczęło. Mamy też syna, który od samego początku mieszkał w artystycznym domu, mieszkaliśmy wtedy razem z ojcem Maurycego. Co prawda syn poszedł w muzykę, ale w liceum plastycznym był w klasie fotograficznej i był jednym z bardziej zdolnych uczniów. Do dziś robi piękne zdjęcia jednak on zdecydowanie jest muzykiem.

Fajne jest to, że poprzez fotografię możemy zobaczyć, w jaki sposób inni widzą świat. Zastanawiam się, czy po tak wielu latach spędzonych wspólnie jesteście w stanie odczytywać swoje emocje i stany z wykonanych zdjęć. Czy patrząc na zdjęcia zrobione przez syna można powiedzieć, w jakim stanie znajduje się autor?

Marzena: Nie wiem, czy poprzez zdjęcia mogę to powiedzieć, chociaż czasem są bardziej mroczne. Syn jest zasadniczo szczęśliwym człowiekiem, ponieważ robi to, co kocha. Pracuje przy koncertach, zwiedza świat. Świat widziany jego oczami, Ameryka południowa, Rosja jest wielki. Potrafi znaleźć takie kadry i takie miejsca czy też sfotografować tak nieoczywiste rzeczy, że emanuje z tego szczęście.

Wracając do filmu. Możecie mi powiedzieć jak wygląda praca nad filmem? Teraz mają iphona, gimbala i jakiś darmowy program do obróbki jesteśmy w stanie osiągnąć fajny efekt wizualny i jedyne co pozostaje to przekazać tym filmem jakąś historię.

Maurycy: Tu trzeba wrócić do korzeni, bo technika nie jest istotna. Niewiele się zmieniło do tej pory poza nośnikami, wyższą jakością. Chociaż kiedyś obiektywy były fantastyczne i wiele osób zazdrości tej starszej optyki. Ne mamy taśmy mamy kartę pamięci natomiast dalej jesteśmy operatorami, scenarzystami fotografami. Musimy wrócić do budowy filmu, czyli do tych zdjęć. Jeśli film ma trwać trzy minuty to musimy mieć co najmniej 1500 dobrych zdjęć. Aby zrobić 150 dobrych zdjęć nie jest łatwa sprawa. Aby w dobie taki wielu mediów kogoś zaskoczyć dobrym klipem czy dobrym filmem trzeba się czasem cofnąć i zdjęć wszystkie kolory blichtr i pójść w ascezę. Skupić się na dobrej fotce i dobrej muzyki. Jeśli jestem na etapie poszukiwań. Popełniłem kilak klipów dla Patryka Wojciechowskiego znanego designera, finalisty projektu Run Way. Tam trochę przesadziłem, ponieważ te materiał wiszą już rok na dyskach a powoli zaczynam publikować. Przyjąłem zasadę, że każdy klip będzie trwał około 40 sekund, będzie czarnobiały i będzie samoistnym tworem, historią opowiadającą o kreacjach. Przesadziłem ze zgrozą, która bije z tych klipów. Do tej pory wyemitowałem jeden.

Wierzę mocno w to, że w fotografii jest istotna historia, którą opowiadamy. Często nie ma dla mnie różnicy między opowiadaniami, filmem czy fotografia, bo wszędzie tam chodzi o historie. Zgadzacie się z tym?

Marzena: Nasuwa mi się tutaj jedno zdanie. Cokolwiek się robi i jest się twórcą tak naprawdę najważniejsze jest, aby przykuć uwagę. Zdjęcie musi przykuć uwagę w jakikolwiek sposób. Do każdego trafia inaczej.

Maurycy: Dokładnie tak jest, współcześni popełniają błąd i niepotrzebnie rozpisują się w opisie zdjęcia. Chociaż zdjęcie nie musi mieć opisu poza podpisem autora. Ludzie uciekają produkując dużo zdjęć i opisów zapominając, że nas tam nie było, autor tam był i on może mieć inne odczucia. Jeśli chodzi o film artystyczny, jesteśmy wzrokowcami i może tam być cokolwiek, musi być pokazane po raz pierwszy i intrygujące. Część naszej roli edukacyjnej polega na tym, abyśmy nauczyli studentów tworzenia, a nie odtwarzania.

Możemy płeć tworzyć zdjęcia czy filmy, które nie niosą żadnej historii?

Maurycy: Mogą, w dobie słynnych polskich plakatów czy cofając się dalej w słynnych polskich animacjach, które zdobywały nagrody na całym świecie a były o niczym. Kura skakała, traktor przejechał kurę. Liczyła się forma, muzyka, suma wrażeń. Dlatego nazywamy się Frames, bo wszytko czym się zajmujemy jest ramą, kadrem i my zdecydujemy co tam jest natomiast błędem człowieka, który patrzy stereoskopowo i mózgiem jest to, że my nie potrafimy kadrować, bo patrzymy zbyt szeroko. Zaczynamy wiec zajęcia zabierając studentom aparat i dając tekturowe ramy zamykające kadr. w ten sposób ręce służą za zoom. Omijamy w ten sposób aspekt posiadana aparatu za na przykład dwadzieścia tysięcy złotych. często takie zakupy okupione są kredytami czy wyrzeczeniami, kiedy nie ma takiej potrzeby. Najważniejszy jest człowiek.

Chodzi o to, aby ograniczyć sobie przestrzeń i zobaczyć to, co najważniejsze?

Maurycy: Aby skupić wzrok innych na tym, co chcemy pokazać. Możemy też robić to dla siebie, ale jeśli chcemy wyjść z tym na zewnątrz a o tym też rozmawiamy o tym przełomowym momencie, kiedy człowiek wychodzi w formie może niedojrzałej, ale aspirujące i chce może te zdjęcia sprzedać mus się liczyć z tym, że kadr jest najważniejszym elementem tej układanki. Wiec znowu wracamy do tej ramki. Jest co prawda jeden ekran, którego nie rozumiemy, ekran telefonu i nie wiem, dlaczego ludzie kręcą w pionie, ponieważ kin pionowych jeszcze nie ma a większość ludzi na świecie kręci pionowo co prowadzi do dziwnych kadrów w telewizji, gdzie uzupełniane są boki. My z Marzeną nie możemy się na ten sposób przestawić.

Dla mnie problematyczne jest ciągłe przestawianie. Podczas wyjazdu do Szwecji parowałam robić filmy pionowa pod instasroty, poziome pod youtube, i fotografować. Starając się myśleć wertykalnie, poziom, filmem i obrazem jednocześnie nie była w stanie nic zrobi dobrze. Zastanawiam się, czy będzie tak, że będziemy nagrywać pionowo.

Maurycy: chyba nie, były takie próby z wprowadzeniem prędkościomierzy w samochodach na bazie prostokąta, ale to nie działało i powrócono do doskonałości koła. Tak samo zegarki są kołem. WRACAJĄC DO problemu orientacji w kadrze można zawsze skupić się na 6 × 6, myśleć kwadratowo. W aparatach cyfrowych można te funkcje włączyć przed zrobieniem zdjęć i tak fotografować.

Odchodząc od artyzmu a zajmując się biznesem. Jak jest możliwość wejścia na rynek dla młodych fotografów. Możemy iść w fotografię ślubną, produktową. Czy jest sens się w to pchać biznesowo, czy warto zostawić sobie fotografie jako hobby a zajmować się czymś innym?

Maurycy: Zawsze jest jakaś droga związana z fotografa, zawsze możemy chociażby sprzedawać aparaty. Mieliśmy kilku takich studentów, których najbardziej interesowała tak zwana guzikologia, czyli fototechnika. Jak najbardziej, jeśli po na przykład dwóch latach fotografii człowiek chciałby być tym Art, ale ciągle nie jest, to błyskawicznie proponuję zostanie art rzemieślnikiem. Wykonywani na zlecenie. Nie tworzenie własnych koncepcji a praca na zlecenie dla klienta, który do niech przyjdzie a oni spełniają zachcianki klienta. Może być to na przykład ślub, który jest bardzo odpowiedzialnym zajęciem, reporterka, portret. Organizacja tego typu firmy jest bardzo trudna, my przeszliśmy przez takie etapy natomiast odpowiedzialność, która na nas ciąży jest bardzo poważną dlatego dobrze jest się zastanowić czy wchodzimy w to, czy nie, czy jesteśmy w stanie obrobić wszystkie śluby, ale tak mamy przypadki, kiedy nasi fotografowie skończyli edukacje z taka specjalizacja, zajmują się ślubami świetnie im to ziała pod względem finansowym, rynek jest a budowanie warsztatu odbywa się podczas zleceń. Fajna dziedzina

Tylko potwornie stresująca…

Maurycy: Stresująca, obciążająca, prawie nie śpimy. Jednak te osoby zazwyczaj nie narzekają na rozliczenia z klientem co jest dość częste w innych rodzajach fotografii, chociażby tej służącej do kompani reklamowych i obsługa dużych firm. Tam wystawianie faktury łączy się z terminem i wszytko się przedłuża i nie jest to miłe i przyjazne. Jednak tu też poruszanie się w środowisku reklamowym może doprowadzić do wzrostu umiejętności, publikacje też są fajne. Ostatnio tez fotografia kulinarna jest bardzo modna i w takim kierunku tez czasem nasi studenci idą.

Marzena, może cos jeszcze o kierunku…

Marzena: Bardzo trudno powiedzieć, w jakim kierunku iść. Prowadzenie własnego biznesu łączy się z pełnym zaangażowaniem zdobywaniem zleceń co nie jest łatwe i w każdej dziedzinie własnego biznesu tak wygląda. Natomiast jeśli w fotografii jest tyle dziedzin, w których możemy zaistnieć. Możemy stać się świetnym portrecista, ludzie lubią się portretować, zostawić sobie chwile, kiedy ma m tyle lat i tak wyglądam, bo za chwile wiemy, że to się zmieni. można się w tym spełnić fantastycznie. chociażby z powodu mnogości możliwości fotograficznych.

Zbliżamy się do końca naszej rozmowy tak jak mówisz w każdym biznesie dużą część pracy to szukanie zleceń i windykowanie a sama praca to jakiś ułamek.

Marzena: Ale za to jaki przyjemny…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *